i miasto zbyt głośno krzyczy
by na oścież otworzyć okna
i wypełnić pierś jasną przestrzenią
tłuczonych szyb
i ptaki tylko
szarpią struny ciepłego deszczu
kałuże odbijają
powykrzywiane twarze
powykręcane członki
kociej muzyki
przybywa
krwi w żyłach
i ciało pulsuje
piskiem opon
wiruje w głowie
mokra ulica
kiedy skaczę
i nabieram wody w usta
by nie krzyczeć głośniej